TRANSKRYPCJA VIDEO

Astrologia kładzie nacisk na interpretację domów horoskopu, podkreślając ich symboliczny charakter i płynność granic. Istnieje różnorodność systemów domów, co prowadzi do różnych interpretacji. Władcy domów pełnią kluczową rolę, łącząc różne sfery życia. Granice domów nie są sztywne, a planety na granicach wskazują na procesy zmiany i przenikania obszarów życia. Astrologia nie jest fizyką, lecz psychologią znaczeń, a domy służą jako punkty orientacyjne, nie jako sztywne wytyczne. Astrolog powinien być elastyczny i uważny na subtelności interpretacji, unikając sztywnych reguł.
Witam Cię ciepło i serdecznie. Dziś kontynuuję wątek astrologii krytycznej i pod osąd, pod lupę wezmę domy horoskopu, a konkretnie podejście do ich interpretacji. Astrologia mówi nam bowiem, że nasze życie jest podzielone na 12 sektorów. Jednak niebo nie zna naszych granic. Przechodzi płynnie, z cienia w światło. Życie przechodzi z jednej chwili w drugą. Planety nie zatrzymują się tutaj na kreskach, które rysujemy w programach astrologicznych, bowiem w jednym systemie właśnie Mars jest w piątym domu, w innym w szóstym. Więc co właściwie widzimy? Prawdę czy też konstrukcja, którą wmówiliśmy sobie, że jest prawdziwa? Kreski, które rysujemy właśnie w horoskopie miały oswoić nam chaos.
Ale czy nie staliśmy się tutaj zakładnikami tych linii? Właśnie w tym odcinku spojrzymy na niebo bez tych linii, tych kresek i zadamy sobie pytanie, czym naprawdę są domy horoskopu i jak patrzeć na nie, by właśnie dostrzec prawdę, a nie tylko jej substytut. Tradycyjnie, zanim przejdziemy do odcinka, Mam dla Ciebie kilka ogłoszeń. W dniach 5-7 grudnia w Przesiece poprowadzę warsztaty z astrologii partnerskiej, poświęcone analizie relacji w horoskopie, zrozumieniu wzajemnych napięć, przyciągania, potencjału między dwiema osobami. Drugą część poprowadzi Jolanta Szewczyk, szeptucha i praktyk magii ludowej, która wprowadzi uczestników w duchową perspektywę bliźniaczych płomieni. Szczegóły znajdziesz w opisie pod filmem, a jeśli chcesz wziąć w nich udział, napisz bądź zadzwoń. A jeśli cenisz moją pracę, możesz wesprzeć ten kanał subskrypcją, komentarzem, łapką w górę, symboliczną kawą na BajKofi lub też wsparciem bezpośrednio na YouTubie.
O czym więc będę tak naprawdę chciał Ci dzisiaj opowiedzieć? Nie będę mówił o technikach, ani o jakichś tabelkach, ani o tym, który program liczy domy najdokładniej, ani też, który system domów jest najlepszy. Chcę porozmawiać o samej istocie myślenia astrologicznego, o tym, jak łatwo można pomylić mapę z terenem. Bo właśnie tutaj zaczyna się największy problem. Wielu astrologów traktuje dane z systemu domów nieraz jak jakąś prawdą objawioną, jakby granice między nimi istniały naprawdę. niczym granice na Ziemi pomiędzy krajami. W podesznikach często też słyszymy trzymaj się jednego systemu, nie mieszaj, wybierz ten, który działa. Brzmi sensownie, dopóki nie zauważymy, że różni astrologowie używają różnych systemów i niby wszyscy mają rację jednocześnie. Każdy z nich potrafi pokazać przykłady, które potwierdzają jego metodę.
Każdy widzi działanie własnego systemu, więc komu tak naprawdę wierzyć, czy prawd jest kilka, czy może każda z nich jest tylko inną perspektywą patrzenia na to samo niebo. A jeśli mówimy o obszarach domów, nie sposób pominąć też jeszcze jednego niezwykle ważnego zagadnienia, czyli władców domów. To oni są jak takie połączenia nerwowe w horoskopie. Łączą różne sfery życia, pozwalając zrozumieć, jak właśnie jedna dziedzina wpływa na drugą. Jak energia płynie, przemieszcza się, przenosi znaczenia. W klasycznej astrologii każdy dom ma swojego władcę, przypisanego do znaku, który właśnie wschodzi na jego szczycie. I tu pojawia się właśnie dylemat. Jeśli zmienimy system domów, wierzchołek danego domu może wpaść w inny znak, a tym samym zmienia się jego władca. To oznacza, że interpretacja całego domu, jego tematyka, kierunek działania, powiązania z innymi obszarami życia może ulec zasadniczej zmianie.
Co z sytuacjami, gdy znak na początku domu obejmuje zaledwie kilka stopni, a większość domu znajduje się w kolejnym znaku? Czy władcom nadal pozostaje pierwszy, czy może drugi znak zaczyna tutaj odgrywać dominującą rolę? W praktyce oznacza to, że dwóch astrologów stosujących różne systemy może patrzeć na ten sam horoskop i dojść do różnych wniosków jednocześnie. takich przekonujących nieraz. Każdy z nich będzie miał swoje racjonalne uzasadnienie, bo energia domu jest tutaj interpretowana przez właśnie pryzmat władcy, a władca zależy właśnie od przyjętego systemu domifikacji. To kolejny powód, dla którego właśnie domy nie mogą być traktowane jak takie sztywne sektory. I dlaczego kluczowe jest właśnie patrzenie na nie jak na takie symboliczne pola, bardziej doświadczone, które nie są takie mocno zdefiniowane, które nie mają takich mocnych granic. To nie są drobiazgi. Od tej decyzji interpretacyjnej zależy cały sposób rozumienia przepływu energii w horoskopie.
Bo właśnie władca domu to nie tylko taki symbol takiego planetarnego zarządcy. To właśnie taki aktywny nieraz most między różnymi tematami w horoskopie. Może właśnie on sprawić, że kwestie pracy, czyli ten szósty dom, staną się nagle powiązane z partnerstwem, czyli siódmym domem. Albo, że dom rodzinny, czyli czwarty dom, zacznie wpływać na karierę, czyli na dziesiąty dom. A więc, gdy mówimy o systemach domów i granicach, wchodzimy nie tylko w problem właśnie takiej geometrii, lecz także w taką subtelność relacji właśnie między planetami, znakami. A i właśnie tam, w tych najczęściej nieoczywistych połączeniach, zaczyna się taka trudna, ale prawdziwa astrologia. Ta astrologia, która nie zadawala się taką gotową, tabelkową interpretacją, lecz właśnie pyta, co naprawdę łączy te obszary życia w doświadczeniu konkretnego człowieka. Ale to już temat na osobny odcinek, bo. . .
Właśnie dyskusja o władcach domu otwiera tutaj kolejną taką warstwę złożoności, gdzie każda odpowiedź rodzi nowe pytanie. Już w starożytności obserwowano, że pewne doświadczenia i sytuacje pojawiają się w określonych momentach. Podział nieba na segmenty miał pomóc właśnie w uchwyceniu jakiejś powtarzalności, stworzyć mapy, dzięki której można było interpretować wpływy planet w sposób taki uporządkowany, przewidywalny. Jednak już od samego początku pojawiły się różnice w tym, jak liczyć i określać rozmiary domów. Różne tradycje, właśnie szkoły, systemy proponowały odmienne metody wyznaczania ich granic. Placidus, Koch, całe znaki, jeszcze wiele innych, tutaj dawały taką różnorodność, do. . . prowadzi jednak do takiej ważnej refleksji.
Jeśli systemy różnią się tak fundamentalnie, to który jest taki najbardziej zbliżony do prawdy? Czy domy opisują też tutaj nam właśnie jakieś obiektywne przestrzenie, takie wpływu planety, czy są raczej tylko i wyłącznie narzędziem, które sobie właśnie tak stworzyliśmy, by łatwiej interpretować ten cały chaos, który mamy w horoskopie, w naszym życiu. Planety nie znają tych naszych kresek w naszym kółku horoskopu, a granice wyznaczone na mapie kosmogramu mogą dzielić ich wpływ w sposób taki sztuczny i wprowadzający nas w taką zafałszowaną interpretację. To oznacza, że właśnie interpretacja horoskopu nigdy nie jest taka całkowicie obiektywna i zawsze właśnie niesie ze sobą ten element wyboru. i różnej perspektywy, jakiejś po prostu decyzji interpretacyjnej. To tak naprawdę sztuka interpretacji.
Astrolog to w pewnym sensie taki artysta, który z tego całego ogromnego rezerwuaru symboli w horoskopie stara się dokonać ich jakiegoś wyrażenia i spojrzenia, co jest ważne, co mniej ważne. Ale wszystko to są takie decyzje stricte dosyć indywidualne. Warto zrozumieć, że właśnie domy astrologiczne nie są tą gotową receptą, ani takim właśnie tym dokładnym odwzorowaniem nieba. Są raczej właśnie tą próbą ułożenia informacji, które w rzeczywistości właśnie pozostają płynne i takie wielowymiarowe. Zanim astrologia pojawiła się w znanej nam formie, Babilończycy i Egipcjanie obserwowali właśnie jak Słońce wschodzi, zachodzi. w różnych punktach horoskopu. Wiedzieli, że właśnie w tym ruchu jest jakiś porządek i wystarczy go tylko nazwać, jakoś określić, podzielić. Z czasem, z tych właśnie wczesnych podziałów nieba powstały pierwsze elementy systemu astrologicznego, ekliptyka czy równik niebieski. I to one dały później podstawę.
pojęciom takim jak ascendent, medium celi, descendent, immum celi. Kiedy Grecy przejęli wiedzę astronomiczną, próbowali ją jakoś uporządkować w sposób taki matematyczny. Zaczęli traktować horoskop jak taki bardziej schemat geometryczny, w którym każdy punkt ma jakieś swoje współrzędne. I tak właśnie narodziła się idea podziału nieba na 12 domów. Nie jako taka mistyczna koncepcja, chociaż też, ale raczej jako taka struktura geometryczna, w której poszukiwano jakiejś doskonałości. Domy tu nie powstały raczej z obserwacji jakichś zachowań ludzi czy wpływu planet na ich życie, lecz bardziej z prób dokładnego opisu takiej przestrzeni wokół Ziemi. a ich twórcy byli raczej geometrami niż mistykami. Pierwsze systemy domów, jakie były wtedy znane, czyli na przykład całe znaki, były takim prostym rozwiązaniem. Każdy znak stanowił jeden dom.
Później, gdy właśnie astrologowie zaczęli uwzględniać różnice w długości dnia, w zależności od szerokości geograficznej, Powstały bardziej skomplikowane metody wyznaczania domów, takie jak Placidusa czy Regium Montanusa. Linie i kąty zaczęto interpretować psychologicznie, tak bardziej już duchowo. I właśnie tak powstała taka astrologiczna mapa życia, w której każdy dom miał pokazywać właśnie inny obszar naszych doświadczeń. Umysł człowieka nie znosi. niejasności i kiedy coś wymyka się właśnie o jego zrozumieniu, odruchowo tutaj próbujemy coś podzielić, nazwać, uporządkować. Granice bowiem nadają rzeczywistości taką formę, nawet jeśli ona jest taką złudną formą. I w ten sposób powstały wszystkie tutaj systemy rzeczywistości naszej. Języki, kalendarze, mapy, teorie, różne religie. W ten sam sposób narodziła się też astrologia domów. Człowiek zobaczył, że niebo jest zbyt rozległe, zbyt płynne, zbyt trudne do uchwycenia, więc narysował na nim linię.
I każda z tych linii, czy to ascenden, czy to medium celi, czy to granica danego domu, daje nam taki trochę pozór kontroli. Mówi właśnie nam, że. . . Tu się kończy jedno, a zaczyna drugie. Dla psychiki to ogromna ulga. Świat z kreskami wydaje się bardziej zrozumiały, a przez to też mniej groźny. W psychologii poznawczej mówi się tu o heurystyce kategoryzacji. Trudny termin, ale. . . Bardzo dobrze określający właśnie taki mechanizm, który każe nam porządkować właśnie rzeczywistość, takie sztywne schematy, nawet jeśli nie odpowiadają one faktom. Tak samo właśnie działa umysł astrologa. Potrzebuje wiedzieć, czy planeta należy do tego, czy innego domu, bo często po prostu nie potrafi znaleźć jakiejś tej przestrzeni pomiędzy. W życiu jednak nic nie dzieje się tak dokładnie. Po jednej czy po drugiej stronie kreski.
Zmiana naszego zawodu nie następuje, powiedzmy tak dokładnie, o 12 w południe, a miłość nie zaczyna się tutaj w trzecim stopniu kolejnego znaku. Emocje, właśnie decyzje, jakieś przełomy w naszym życiu, wszystkie te zjawiska mają taką naturę płynną, rozciągniętą w czasie, w przestrzeni. I tak samo planety i właśnie działanie nie urywa się nagle na granicy domu. Domy horoskopu dają więc coś więcej niż tylko taki symboliczny porządek. Dają nam też takie psychiczne poczucie bezpieczeństwa i dzięki nim właśnie człowiek wierzy, że życie można zamknąć w jakichś ramach, w 12 pól, 12 dziedzin, 12 jakichś opowieści różnych. To piękna konstrukcja, ale niekoniecznie taka prawdziwa. Niebo po prostu nie zna kątów prostych. To, co my tu widzimy jako podział w naturze, jest ciągłością.
Granice, które rysujemy, nie istnieją poza naszym umysłem, ale to właśnie one tutaj nam pomagają tworzyć jakiś sens, w którym próbujemy się jakoś odnaleźć. W teorii właśnie granica domu. . . To kreska właśnie, ten punkt matematyczny, który oddziela właśnie jedno pole od drugiego. W praktyce zaś to obszar przejścia, w którym właśnie żadna tak naprawdę energia się nie kończy, ani się też tak naprawdę nie zaczyna. Kiedy planeta właśnie leży na granicy domów, ta geometria tutaj nasza astrologiczna po prostu nam pęka. Bo jak wytłumaczyć, że właśnie w jednym systemie Mars jest tutaj w piątym domu, a w innym w szóstym? Czy to ta sama planeta, ten sam człowiek, ta sama biografia? Życie nie zna takich różnic.
Nie da się powiedzieć, że do też piętnastego roku życia działa jakaś energia twórcza, a od szesnastego już ona jakoś tutaj nie działa. Mars na granicy tutaj domu. Nie wybiera, działa w obu sferach jednocześnie, łącząc właśnie je w taką nową jakość. Właśnie granica między domami jest też jak taki, można powiedzieć, horyzont. To jest pozorowo wyraźna, niemal taka właśnie geometryczna, ale gdy właśnie próbujemy się do niej zbliżyć, poznać to wszystko głębiej, okazuje się, że jest to wszystko złudzeniem. Im dokładniej się tutaj przyglądamy. . . tym granicą, tym bardziej się one rozmywają. I to, co miało być jakąś linią, takim ostrym przejściem, staje się po prostu tą strefą przejścia, tym momentem właśnie, w którym jedno doświadczenie powoli ustępuje miejsca drugiemu. Podobnie jest w naszej właśnie psychice.
Nie istnieje ten jakiś taki nagły, najczęściej przeskok właśnie z jakiegoś na przykład piątego domu właśnie twórczości do szóstego domu obowiązku. W życiu to zawsze jest proces, a nie skok. Na granicy pokazujemy jedynie kierunek przemiany, a nie właśnie punkt, w którym się coś kończy lub zaczyna. Dlatego patrząc na planetę na granicy domu, nie powinniśmy się pytać, w którym ona tak naprawdę jest, w którym jest dom, tylko. . . czego ona w życiu właśnie nas uczy. z czego tutaj wychodzę, w co wchodzę. Bo właśnie tam, gdzie astrolog widzi jakąś linię, człowiek po prostu przeżywa jakąś ciągłość swojego życia. Osoba z Wenus na końcu siódmego domu nie przestaje kochać, gdy tutaj planeta przejdzie do ósmego. I sposób kochania po prostu zmienia się, po prostu zmienia się, pogłębia, zmienia kontekst.
Ktoś z Saturnem na granicy drugiego i trzeciego domu tutaj nie traci jakiejś stabilności finansowej tak od razu, gdy właśnie planeta przesuwa się do strefy komunikacji. Jego stosunek po prostu do bezpieczeństwa zaczyna się manifestować bardziej w słowach, relacjach, sposobie myślenia. Planety na granicach pokazują po prostu, że życie nie zna ostrych krawędzi między właśnie tym. . . Światłem a cieniem zawsze istnieje półmrok między nocą a dniem. Mamy świt. To obszar, w którym astrologia dotyka rzeczywistości najbardziej, bo tam kończy się teoria, a zaczyna żywe doświadczenie. Nie ma już piątego ani szóstego domu. Jest tylko proces. Energia, która przechodzi z jednej formy w drugą. drugą, tak jak człowiek przechodzi z jednego etapu życia w następny. W latach 50. XX wieku francuski statystyk Michel Gauguin postanowił zrobić coś, czego astrologowie unikali.
Sprawdzić ich teorię na zimno, tak liczbami, bez symboli, bez archetypów, tylko i wyłącznie same dane. Przenalicował tysiące horoskopów wybitnych ludzi, sportowców, naukowców, artystów, polityków, szukając jakiejś korelacji między pozycjami planet a osiągnięciami życiowymi. I natrafił na coś, czego nikt się nie spodziewał. Goglen nie potwierdził klasycznych interpretacji domów. Nie odkrył, że np. Mars w piątym domu daje talent sportowy, a w szóstym zamiłowanie do pracy. Zamiast tego odkrył, że planety wykazują najsilniejszą aktywność w określonych sektorach w horoskopie. I tutaj wzór ten czasem nazywano efektem Goglena lub też dokładniej efektem Marsa i Jowisza. Okazało się, że u sportowców Mars często leży w obszarze horyzontu, właśnie przy ascendencie, a u ludzi. . . Sukcesu takiego społecznego Jowisz leży w pobliżu Medionceli. Nie w centrum domów, lecz właśnie na granicach, tam gdzie właśnie energia wchodzi lub wychodzi.
Nie ma tutaj jakiejś korelacji takiej dokładnej, że właśnie dokładnie na Ascendencie, a nie na Medionceli. Nie, te granice są bardzo płynne ogólne. To odkrycie nie obaliło idei domów, a po prostu nadało jej nowy wymiar. I pokazało, że po prostu domy nie są takimi sztywnymi pudełkami, raczej strefami wpływu, które nakładają się często na siebie. I właśnie nie ma jakiejś jednej kreski, która tutaj oddziela nam dom od domu. I dla astrologów była to cenna lekcja, taka pokory. Domy nie przestają tu działać, ale właśnie działają bardziej szerzej, płynniej. łagodniej, z taką tolerancją właśnie dla różnych zjawisk po obu stronach właśnie granicy, a właśnie energia planety może tutaj. . . rezonować z dwiema dziedzinami życia jednocześnie.
Goglen nie zburzył astrologii, on po prostu przypomniał, że niebo właśnie nie zna tych prostych kątów, a nasze podziały są tylko taką właśnie próbą opisu, taką często właśnie tylko i wyłącznie leżącą w nas samych. Podobnie trochę jak odby planetalne. Tak jak właśnie planety nie przestają działać dokładnie właśnie w momencie, gdy ten aspekt się kończy, takie domy też nie tracą znaczenia chwili właśnie przekroczenia danej kreski. Każdy dom ma właśnie zawsze jakieś swoje centrum działania. Oczywiście miejsce, gdzie właśnie jego energia jest najsilniejsza, ale też ma swoje obrzeża, które właśnie stopniowo przenikają właśnie w kolejną jakąś sferę doświadczeń. I właśnie na styku tych dwóch naszych domów powstaje więc coś w rodzaju tej strefy przejściowej, jak właśnie taki półcień między dniem a nocą. To tam właśnie symbole się mieszają, a znaczenia przenikają jedno w drugim.
I planeta stojąca w takiej właśnie strefie nigdy nie należy właśnie tak na sztywno do jednego obszaru życia. Jest po prostu pomostem właśnie między dwoma. dwoma doświadczeniami i wskazuje tutaj bardziej jakiś proces zmiany, a nie właśnie albo jakiś stricte początek, albo jakieś stricte zakończenie. Zbyt ścisła astrologia po prostu daje nam takie trochę złudzenie kontroli i pozwala wierzyć, że jeśli tylko dokładnie obliczymy jakiś system domów, zawierzymy jakiemuś systemowi też to zrozumiemy właśnie sens wydarzeń. Ale astrologia nie jest fizyką nieba, a jest bardziej taką psychologią znaczeń. A każdy symbol w niej jest żywy, oddycha, zmienia się bardzo mocno w zależności od jakiegoś kontekstu. Astrologia to też nie apteka, Bon. Nie da się właśnie odmierzyć tego dokładnie jakiegoś tam trzech minut kantowych jakiegoś znaczenia. Jak się też nie da zważyć czyjejś intuicji.
Astrolog, który właśnie ślepo tak się trzyma jakiegoś systemu, przestaje być jakimś tłumaczem symboli, a staje się takim bardziej księgowym kosmosu. A księgowy nie zobaczy właśnie, że życie działa najczęściej w jakichś różnych paradoksach, w jakichś płynności, w błędach, w przenikaniu jednego w drugie. Domy tak więc są jak linie na mapie, które mają pomoc w orientacji, a nie w wydawaniu wyroków. To tylko wyłącznie punkty odniesienia, a nie jakieś mury. I zadaniem nie jest tutaj zamykać w czymś. czegoś, tylko właśnie ukierunkowywać trochę nasze spojrzenie. No i właśnie te planety na granicach, te, które nie dają się tak jednoznacznie przypisać sam, jak właśnie tacy ludzie też stojący na progu. Już wychodzą z jednego pomieszczenia, ale jeszcze nie weźli do drugiego. Ich energia działa tutaj dwutorowo, czasem sprzecznie, czasem twórczo. I astrolog nie powinien jakoś tego prostować.
powinien bardziej zobaczyć właśnie to napięcie, które właśnie z tego wynika. Zdrowy rozsądek astrologa polega na tym, jak już to wielokrotnie powiedziałem, właśnie by nie mylić mapy z terenem. Zadaniem astrologa nie jest mieć tutaj taką świętą rację, ale właśnie uchwycić sens, nawet jeśli właśnie wymyka się on jakiemuś, jego systemowi. W świecie, gdzie właśnie wszyscy szukają. . . szukam jakiejś pewności. Dobry astrolog ma odwagę powiedzieć. Nie wiem dokładnie, gdzie właśnie kończy się ten dom, ale wiem, że tam właśnie zaczyna się coś ważnego. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi właśnie interpretacji domu w horoskopie. A ja teraz Ci dziękuję za uwagę i do zobaczenia już niebawem. .
Informujemy, że odwiedzając lub korzystając z naszego serwisu, wyrażasz zgodę aby nasz serwis lub serwisy naszych partnerów używały plików cookies do przechowywania informacji w celu dostarczenie lepszych, szybszych i bezpieczniejszych usług oraz w celach marketingowych.