TRANSKRYPCJA VIDEO
Dawid Pałka, znany jako seryjny przedsiębiorca, opowiada o swojej drodze biznesowej. Rozpoczynał od upadku pierwszego biznesu, ale z czasem odniósł sukcesy zakładając kolejne firmy. Podkreśla, że porażki są kluczowe dla nauki. W kontekście sztucznej inteligencji, uważa, że rewolucja ta wymaga zrozumienia i wykorzystania w biznesie. Podkreśla, że rynek sam się edukuje. Wspomina swoje pierwsze auto, Passat B5, które dostał od ojca na podróż poślubną. Podróżowali nim po Norwegii. Podsumowując, Dawid zachęca do ciągłego rozwoju biznesowego, czerpania z doświadczeń i wykorzystywania nowych technologii.
Nie musimy edukować ludzi, oni się sami wyedukują. Jak twój konkurent w końcu zacznie sprzedawać rozwiązania dużo szybciej, bo dzięki AI będzie miał dużo niższe koszta pracy, dużo niższe koszta dystrybucji, dużo niższe koszta wszelkie i swój produkt będzie sprzedawał 40% taniej niż twój, uwierzcie mi, sami się tego nauczycie. Jak nie będziecie teraz w awangardzie i nie wdrożycie rozwiązań z obszaru AI, wasi konkurenci was nauczą, tylko wtedy to wy jesteście na przegranej pozycji. Dzień dobry, witam Państwa serdecznie w kolejnym odcinku Biznes w Drodze. Tym razem moim gościem jest Dawid Pałka. Dawid znany jako seryjny przedsiębiorca, nie morderca.
I to chyba dobrze dla mnie, jako dla kierowcy, bo nie wiem, czy z seryjnym mordercą w jednym samochodzie chciałbym przebywać, ale o tym, czy są jakieś związki między byciem seryjnym mordercą a przedsiębiorcą, to zaraz pewnie o tym porozmawiamy i o Twojej historii. Skąd ona się w ogóle wzięła i skąd ten przydomek seryjnego przedsiębiorcy? Dawid, chciałoby się powiedzieć na początek long story short, ale to nigdy tak nie działa, ale musimy spróbować, bo program niestety ma swoje ograniczenia. Jak zaczęła się Twoja przygoda z zrobieniem biznesu? bo nie zawsze tak było, że. . . Urodziłeś się i stwierdziłeś, dobrze, to teraz będę mieć kilkanaście firm i będę odnosił sukcesy. To nie jest takie proste. Dzisiaj ktoś jak sobie trafi na ciebie, znajdzie twój profil, no to powie, ok, świetnie, facet urodzony w czapcach.
Przede wszystkim to nie sukcesy, tylko porażki. Więc i mówię o swoich porażkach, niż o sukcesach, bo sukcesów się niczego w życiu nie nauczysz, a z porażek bardzo dużo. Tak, znaczy wiesz co, po kolei, bo już poruszyłeś kilka tematów, a ja bym powiedział, że krótko. Serial Entrepreneur to jest takie pojęcie bardziej amerykańskie, dlatego że Amerykanie mają w obszarze przedsiębiorczości tyle koncepcji, pojęć jak Eskimosi na śnieg, bo oni wymyślili kapitalizm, że nie wymyślili, ale jakby stworzyli i zbudowali ten kraj na kapitalizmie. U nas jest biznesmen i przedsiębiorca. Dziękuję, dobranoc, to jest Polska. U nich jest solopreneur, entrepreneur, businessman właśnie. Serial Entrepreneur jest bardzo dużo pojęć, których możesz stosować, dlatego że ten kapitalizm jest rozwinięty. U nas niestety jeszcze ciągle nie.
Skąd się wziąłem? Któregoś dnia, może nie, rzeczywiście się nie urodziłem i nie pomyślałem, że będę multiprzedsiębiorcą, ale któregoś dnia postanowiłem, że założę pierwszy biznes, a właściwie kolega mnie do tego namówił i ten biznes przepięknie zbankrutował. Czyli sam oczynierze standardowo, ale. . . Prawie, że klasycznie. Klasycznie, tak absolutnie. Ten biznes przepięknie zbankrutował. Kolega, w ogóle to było tak, założyliśmy razem, on mnie namówił, po trzech miesiącach kolega do mnie wraca i mówi Dawid, słuchaj, sprawa jest, ja bym się chciał wymiksować z tej spółki. No jak to, ty mnie człowieku namówiłeś do tej spółki, teraz chcesz się wymiksować? Tak, bo ja już wiesz, mam trzy biznesy nieudane na koncie. To teraz mi mówisz? I wiesz, i rzeczywiście się wymiksowałem, ja mówię nie. To było tak, że uwierzyłeś w marzenia? czy ktoś ci. . .
Przyszedł i przedstawił Ci taką koncepcję, że Ty stwierdziłeś, że nie ma szans, to się musi udać. Wiesz co? Nie, ja przecież wtedy nie myślałem. Ja myślałem, że wtedy byłem głupim chłopakiem, który mówił, kurde, fajnie brzmi, przedsiębiorca, ale nie analizowałem tego, nie myślałem. To jest trochę jak zaczynasz grać w szachy. Myślisz, jeden ruch do przodu. Im dłużej grasz w szachy, tym więcej zaczynasz widzieć powiązań. Zaczynasz zastanawiać się i widzieć, jak ktoś zagra, kiedy Ty zagrasz. Mistrzowie szachowi grają 10 ruchów do przodu, bo są w stanie, ich mózg analizuje to dużo szybciej i można powiedzieć tak mimochodem w gruncie rzeczy. Natomiast ty po prostu nie masz tej świadomości. Tak samo było wtedy ze mną, wtedy, że ja po prostu nie miałem tej świadomości.
Co najlepsze, my wtedy w ogóle to był 2009 rok, my odpaliliśmy sklep z grami. Sklep z grami, człowieku, na rynku, w którym piractwo rządziło. Na każdym kroku. Ja mimo wszystko, wiesz, zdrowy rozsądek by krzyczał hej, co ty robisz, wiesz, a ja mimo wszystko nie, będzie ekstra, wiesz. To bardziej było, wiesz, zainwestować w hardware i w płyty do kopiowania. Dokładnie, wtedy wypalali wszyscy, wiesz, sprzedawali do targowska. To niczym dzisiaj w kartę od NVIDII, nie, że inwestuje. No tak, a już zdrowy rozsądek krzyczy, taki poziom wyparcia, wiesz, level hard, nie. Nie, idziemy, robimy to. No i kolega się wymiksował, ja skończyłem w tamtym czasie z długami, bo już takim ostatnim rzutem zacząłem ściągać gry z zagranicy, księgowy będzie taniej, nie będzie podatku.
Okazało się, że był podatek do zapłacenia, wobec skarbówki musiałem położyć spółkę. Właściwie tutaj nie położyłem, tylko ja mu śpiłem. Ja ją sprzedałem potem po kilku latach za 5 tysięcy złotych, więc mam exit na koncie. Pierwszy wtedy miałem. Ale ja skończyłem z długami 30 tysięcy złotych. Bodajże to było wobec urzędu skarbowego. To były takie pieniądze dla mnie wtedy. Takie pieniądze. Musiałem pójść do mojego teściowego, pożyczyć od niego pieniądze. Wiesz, jak to było żenła? To było chwilę po ślubie. Pożyczyć od teścia pieniądze. Kiedy byłeś świeżo po ślubie, obiecałeś mu, że ty się zajmiesz jego córką. że będziesz jego. . . Córką się opiekował do końca jej i twoich dni, a jego szczególnie, a się okazało, że po chwili musisz połóżcie od niego pieniądze.
Obiecałem sobie wtedy, że już więcej żadnego biznesu nie położę. I musiałem pójść do korpo, żeby się wykurować z tego psychicznie. Pracowałem w korpo przez kilka lat, przez trzy właściwie. Dochrapałem się wtedy stanowiska menedżera, dyrektora w tej korporacji. I przyszedł taki piękny dzień, że przyjechał mój szef z Warszawy. I mówi Dawid, słuchaj, sprawa jest, zwalniam cię. Ja mówię wow, co tu się właśnie wydarzyło, przecież ja tutaj walczę, zarabiam dla firmy. To była taka rozmowa, wiesz, siada ze mną i mówi, no to Dawid, jakie masz wyniki? Ja mówię, tu pokazuję, słuchaj, jedne z najlepszych w firmie. No słuchaj, musimy się rozstać, więc próbował najpierw tak delikatnie zacząć od czegoś, żeby mieć powód. Ale w gruncie rzeczy miał inny powód.
Ja za bardzo ludzi cisnąłem, wtedy zarządzałem kilkunastoma osobami w oddziale, oczekiwałem wobec ludzi tego, czego oczekiwałem od samego siebie, czyli maksymalnie wysiłku, co było błędem oczywiście wobec ludzi. I teraz jakby to widzę po czasie, no bo jak można przecież oczekiwać, żeby ludzie się tak poświęcali, jak ty się poświęcasz dla firmy. No w każdym razie szef przyjechał. . . Nie wiem Dawid, utłumacz mi, wkazałaś korporację. To nie jest, proszę Państwa, żadna przywara w tym momencie do pracy korporacyjnej, którzy się znakomicie odnajdują i oddajmy też honor, bo jest wielu znakomitych menadżerów, którzy siedzą w korporacji i ciągną za uszy swoich pracowników. A to jest nowość na pewno na rynku polskim, że się chyba dorobiliśmy też takiego, w końcu takiej kultury pracy i kultury biznesowej korporacyjnej, że w końcu. . .
Ludzie piastujący wyższe stanowiska, to już nie jest pogoń za szczurami, tak jak kiedyś to było, tak? Że ten wyścig szczurów korporacyjny, on był taki. . . My jesteśmy z tego samego rocznika, więc powyższam, że mamy bardzo podobne doświadczenia i w podobnym okresie próbowaliśmy się czegoś w życiu dorobić, Dawidowi się udało, mi nie, dlatego ja prowadzę samochód, a on siedzi obok. Dlatego Ty prowadzisz Mercedes-Benz, a ja nie, dokładnie tak. Ale coś w tym jest, że. . . To były ciekawe czasy, jeżeli chodzi o tą pracę w korporacji przecież i te doświadczenia, że się kogoś zwalnia, bo właśnie jakieś tam podstawy były. Ja myślę, że w dzisiejszych czasach to korporacje się nauczyły ludzi, a nie odwrotnie. Czyli to korporacje musiały się dostosować do tego, czego ludzie oczekiwali, bo rynek się zmienił.
Jeśli Państwo analizujecie rynek, to wiecie, że teraz znowu mamy rynek pracodawców, więc podejrzewam, że to może być tak, że. . . Wielki powrót, myślę, że będzie. Myślę, że nawet nie. Myślę, że teraz korporacje już nie potrzebują ludzi, z całym szacunkiem, ale już korporacje nie potrzebują ludzi. Potrzebują AI, ale do tego dojdziemy później. Zostawmy sobie ten wątek. Kończysz pracę korporacyjną. Kończę pracę korporacyjną, bo wiesz, było mi wygodnie, były złote kajdenki, szef mówi, sayonara, boski wiatr. I miałem dla wejścia albo iść do konkurencji, gdzie mógłbym przenieść bezpośrednio moje oczywiście doświadczenie, kompetencje, portfel klientów gotowy. Moment decyzji, tak? Bramka numer jeden, bramka numer dwa, była jakaś bramka numer trzy. Bramką numer dwa de facto było to, że mogłem zbudować swój własny biznes, ale było to związane z ryzykiem.
No i teraz tak, żona w ciąży, dom w budowie, kredyt już zaciągnięty i teraz podjąć to ryzyko biznesowe? Czy też nie, tym bardziej, że masz doświadczenie już w postaci tego, że zawaliłeś jeden biznes. Czy zaufasz sam sobie, czy też nie. Ale zaufałem sam sobie, dałem sobie szansę i faktycznie założyłem biznes rekrutacyjny. Byłem headhunterem, bo zresztą taką rolę miałem w korporacji, więc wyszedłem jako headhunter. Zajmowałem się rekrutacją ludzi z poziomu takiego C, czyli głównie dyrektorów, prezesów, menedżerów wysokiego szczebla. No i taki biznes też założyłem, tak, bo miałem dosyć łatwo, bo. . . Powiedzmy w usługach ludzie idą za człowiekiem, a nie za marką. I tak się stało, założyłem ten biznes, potem zauważyłem niszę na rynku, na tej niszy zbudowałem kolejny biznes, kolejny biznes, kolejny biznes, kolejny biznes.
I tak jak ja teraz często mówię, mam tych biznesów w tym momencie kilkanaście. Jutro ci przerwę dajesz. Dlaczego? Myślałeś o tym, żeby rozwijać kolejne biznesy. Bo tak na logikę można się na tę chwilę zastanowić. No to częstym modelem jakimś takim biznesowym, jeżeli jest ten przedsiębiorca, biznesmen, zaraz się w ogóle zapytam, jaka jest różnica na polskim rynku między tymi dwiema postaciami. Otwiera jakąś firmę, nie wiem, jest to coś usługowego, na przykład robi i to mu zaczyna działać. Działa, działa, zaczyna. Robić zyski, no to ludzie raczej myślą o tym, żeby ewentualnie skalować wielkość danego biznesu poprzez, nie wiem, otwarcie kolejnej placówki, filii, ekspansję, wychodzisz na przykład ze swojego miasta, ale ciągle jesteś w tej, powiedzmy, w tej twojej strefie bezpiecznej, czyli biznes, który znasz.
Nie wiem, sam go zbudowałeś, znasz go i co najwyżej próbujesz go skalować. A teraz ty mi mówisz w bardzo krótkim czasie, że jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty i tak do nastu można zacząć dochodzić. I o ile ja wiem, to nie są biznesy w 100% działające w jednym obszarze. Nie, to znaczy. . . No to po co? Ja generalnie starałem się zawsze budować biznesy metodą spin. Czyli masz jakiś biznes, z tego biznesu jesteś w stanie wydzielić jakąś dziedzinę i sprawić, żeby ona była mocna, a jak ją zaczynasz rozwijać, to dokładnie tak działa, jak są gałęzie w drzewie. Zaczyna ci odrastać jakaś gałość, no i nie obcinasz jej, nie sprawiasz, żeby była jedna, tylko ona znowu zaczyna. . .
tworzyć kolejne odgałęzienia, prawda? Więc jeśli ty jesteś w stanie wziąć tą gałąź, odciąć ją, zasadzić w drzewie, to się okazuje, że z tego może powstać nowe drzewo. I to jest budowanie metodologią SPIN. Czasami można zrobić trochę większy skok. Czyli nie musisz wytwarzać biznes bez pośrednio z biznesu, ale możesz sobie pozwolić na trochę większy skok, oderwanie, a potem starasz się sprawić, żeby te dwie części się zrosły. Czyli jakby łączysz między dwoma biznesami, które nawet mogą być daleko, ale robisz most, połączenie między nimi. Cała metodologia spinia, kiedyś miałem o tym prelekcję, taką dosyć ciekawą, to można by pewnie o tym gadać długo.
Także tak, oczywiście, ja generalnie jestem, każdy kto mnie zna z moich mediów społecznościowych, jakkolwiek, wie, że jestem kontrarianinem, wie, że jestem gorącym zwolennikiem myślenia, a nie odtwarzania pewnych schematów, które gdzieś tam istnieją niemyślowo, intelektualnie. I ja bardzo lubię. . . odtwarzać pewne prawdy, czyli ludzie zastają pewne prawdy i uważają, że tak trzeba, tak ma być. Nie, nie, nie, zaraz, poukładajmy to raz jeszcze, bo się może okazać, że gdzieś jest popełniony błąd logiczny. Dlatego jest taki trend myślowy w biznesie, tak zwany laser focus, czyli właśnie robisz jeden biznes, skup się na tym biznesie, rób go, rozwijaj go, rozwiń go, niech ci się stali wielki. Ja osobiście uważam, że to jest bzdura i kocopał straszny, jak ja lubię mówić. To co połowa, że ona mnie kiedyś nauczyła, więc powtarzam teraz.
Dlatego, że zawsze cytuję taką dyktyryjkę, którą opowiedział kiedyś Warren Buffett. Kto mnie zna z moich modli społecznościowych, to wie, że ja bardzo lubię tę historię. Warren Buffett powiedział, kiedyś zapytali Warrena Buffetta, co to znaczy sukces dla niego. I on opowiedział taką historię, że jak był na studiach, to miał kolegę. I ten kolega jego był już od czasów studenckich lepszy od niego we wszystkim. lepszy start, bo miał bogatszych rodziców, miał więcej pieniędzy, miał lepsze oceny na studiach, był lepszy w sporcie, więcej lasek rwał, no w każdym obszarze był od niego lepszy. Każdy ma takiego kolegę. Tak. Był generalnie bardziej predystynowany do odniesienia sukcesu. No i odniósł sukces w życiu ten jego kolega, bo został prezesem jednej ze spółek Fortune 500, więc fenomenalne pieniądze zarobił w życiu.
Ale to się nijak miało do tego. Co zarobił Warren Buffett w życiu, jako jeden z 10 najbogatszych ludzi na świecie. I zapytali go, dlaczego ten człowiek, pomimo że miał większe szanse, to jednak generalnie życiowo, finansowo odniósł mniejszy sukces od Warrena Buffetta. I on powiedział wtedy taką rzecz, czy Warren Buffett powiedział wtedy taką rzecz, że czasami to nie chodzi o to w życiu, jak mocno wiosłujesz, tylko o jakiej głodzie siedzisz. I wiesz, to mnie tak mocno zainspirowało, że zdałem sobie sprawę, że. . . Każdy z nas poświęca ogromną ilość czasu, energii, żeby rozwijać swój biznes.
A co jeśli na rynku jest gdzieś indziej jakiś biznes, który gdybyś robił dokładnie w tym samym czasie, to on mógłby odnieść dużo, dużo większy sukces? Wiesz, też zacząłem analizować wtedy inne marki i zrozumiałem, że takie firmy jak Marriott, jak Samsung, jak LG, Jest bardzo dużo brandów na rynku, które kiedyś robiły coś zupełnie innego. I ktoś, w którymś momencie powiedział, słuchaj, a może spróbujmy zrobić jeszcze coś dodatkowego. I zaczęli robić tą dodatkową rzecz i się okazało, że odnieśli ogromny sukces. Znamy te marki dzisiaj, bo nie robią tego, co robiły oryginalnie, tylko dlatego, że zaczęły robić coś zupełnie innego. I tylko dlatego znamy te marki.
Więc stwierdziłem, że okej, ja nie muszę robić wszystkiego sam, dlatego że strategiczna rola w biznesie polega de facto na tym, że ty zarządzasz tym biznesem, a nie robisz go operacyjnie. A pozostały czas, który ja mam, mogę poświęcić na to, żeby rozwijać kolejne biznesy i tak też zacząłem robić. A co powiedz sytuacji. . . Tak jak mówisz, analogia z drzewem i rozwijanie kolejnych gałęzi, bo może coś będzie lepiej działało. Nie ma takiej pokusy na przykład wtedy trochę jak w branży nieruchomościowej z takimi, czyli klasyczny model flipowy. Kupiłem, drożej sprzedałem, jakby skaczę do następnego, nie wracam już do tych poprzednich nieruchomości, które mam czy z biznesem. Jest taka pokusa, że masz powiedzmy 10 biznesów. Dwa performują świetnie, osiem tak sobie, czyli ma pokusy np.
wtedy, żeby nie dobra, to zwijamy te osiem biznesów, skąd koncentrujemy się na tych dwóch i z tych dwóch szukamy czegoś innego, bo np. w przyszłości mogłoby się jednak zdarzyć, że ok, w timingu, w którym te biznesy powstały i zapotrzebowanie było takie, a nie inne, one może teraz gorzej performują, ale może np. zaczną performować w przyszłości lepiej, albo właśnie znowu dochodzimy do tej decyzji, której Dojrzewamy też do tego, żeby powiedzieć, dobra, tu jest ta granica, to dalej nie jest w stanie osiągnąć nic lepszego, więc zamykamy czy zmieniamy profilaktyczność? U mnie na podwórku rośnie takie drzewo, które w pewnym momencie swojego rozwoju się rozgałęziło. I jedna z tych gałęzi bardzo nie chciała rosnąć. częściowo uschnęła, częściowo sobie żyła itd. I stwierdziłem, że to nie ma sensu, z tej gałęzi nic już nie będzie.
I ją po prostu odciąłem, przez co to drzewo dawało dużo więcej tych soków swoich, witalnych, na tą drugą gałąź, która sobie świetnie radziła. Tak, zawsze jest taka pokusa, trzeba to tylko poprzedzić pewną analizą. No bo jeśli miałbym teraz rynek, w którym byłbym współwłaścicielem wydawnictwa prasowego, To myślę, że śmiało bym je sprzedał, bo wiedziałbym i zdawał sobie sprawę, poprzedzając to analizą, że no powiedzmy gazet nikt już nie czyta i raczej nikt już do nich nie wróci. Ale czasami jest też tak, jak powiedziałaś słusznie, że niektóre biznesy potrzebują trochę tego czasu, żeby pokazać, czy one będą w stanie się rozwinąć, czy też nie. I tutaj nie ma prostej odpowiedzi takiej, wiesz, tak czy nie. Trzeba de facto przeanalizować ten biznes, zastanowić się, czy on ma szansę odbić jako ta gałość.
Czy też nie, jeśli nie, ciąć bez wahania. A jeśli tak, dać mu trochę czasu. Czy masz teraz pomysł i aspiracje, ambicje na to, żeby dalej robić kolejne biznesy? Czy jest taki moment, w którym patrzysz na zbiór wszystkiego, co masz i mówisz, dobra, trzeba na chwilę przysiąść, bo to już chwilowo nie ma sensu i w zasadzie odcinajmy kupony, skoro to już teraz działa tak, jak działa, no to po co sobie utrudnić życie? Nie, znaczy nie mam. . . takiej pokusy. Ja co roku odpalam od dwóch do czterech nowych biznesów, przez to jeszcze kupuję jakieś tam start-upy. Wynika to z tego, że to jest po prostu mój sposób na życie.
Tak jakbyś zapytał sportowca, czy jak już pan osiągnął ten złoty medal na olimpiadzie, czy to już nie jest czas, żeby osiąść na laurach i tak dalej, i tak dalej. Jest takie powiedzenie, że ktoś, kto kocha drogę, zawsze dojdzie dużo dalej. niż ten, kto kocha cel. Ja po prostu kocham drogę. Ja kocham biznes, ja uwielbiam robić biznes, ja się biznesami bawię. Ja zakładam biznesy, które w tym momencie generują kilka tysięcy złotych miesięcznie. Pomimo, że jednocześnie mam biznesy, które robią kilkaset tysięcy. Bo nie chodzi o to, żeby mieć tylko biznesy, które są super i zarabiają dla mnie pieniądze, bo to jest kochać cel. Ja kocham drogę. Czyli ja się bawię biznesem, ja chcę mieć różne biznesy. One nie muszą zarabiać dużo pieniędzy.
Ja po prostu się uczę różnego rodzaju case'ów, problemów, trudności, które w czasie mogą wystąpić tylko po to, żeby być jeszcze lepszy. Bo ja nie wiem, czy na przykład mój następny biznes, który będzie w tej samej dziedzinie, nie wybuchnie, nie będzie ogromny, a nauczyłem się tego na tym małym biznesie, który wcale nie musiał dużo zarabiać, ale ogromnej ilości rzeczy mnie nauczył. Mówiłeś na samym początku, że uczymy się na błędach, że raczej opowiadasz chętniej więcej o błędach popełnionych, które Przekuwają się potem, czy ich następstwem naturalnym staje się konsekwencją jest sukces, czy to może być tak, że jednak ta droga niekoniecznie będzie tak usiana. Porażka i sukces, porażka i sukces. tak to konwertuje, że może być 10 porażek na 2 sukcesy na przykład.
Jezu, wiesz, Tymek, to jest tak, że ja osobiście uważam, że z sukcesów się nic nie wyciąga. Jakbyś miał cały czas sukcesy, to byś się niczego nie nauczył. Uważam, że to porażki właśnie uczą nas wszystkiego, nie? Wszystkiego, to jakby w ogóle życie to jest pasmo porażek. Ewolucja to jest pasmo porażek, a nie sukcesów. Ewolucja jest usiana ogromną ilością. . . niewłaściwych ścieżek. Czyli wiesz, wiele rzeczy. . . To nie jest tak, że ewolucja naturalnym drogą poszła dokładnie tak, jak powinna iść. No nie, to jest ogromna ilość czegoś, czego my nie widzimy, czyli tych wypadków, które były po drodze, które się nie udały, które, jak te gałęzie, obumarły. I tak samo jest, wiesz, z naszym życiem. Życie nie jest po to, żeby odnosić sukcesy.
Sukcesy to jest kwintesencja tego, co sprawia, że masz ten napęd. Ale życie to jest. . . To są po prostu te wszystkie pomyłki, błędy, nauki, które ty masz, one sprawiają, że to jest największy fun z życia. I tak samo jest dla mnie z biznesem. Sprawia mi ogromną przyjemność popełnianie błędów, uczenie się na błędach. To de facto czyni mnie dobrym przedsiębiorcą, a nie to, jakie sukcesy odnoszę. Powiedziałeś wcześniej, że sztuczna inteligencja, to wiemy, jest hype. To, że moje osobiste zdanie też jest takie, patrząc przez pryzmat też wielu rozmówców, których mam przyjemność spotkać, z którymi mam okazję porozmawiać, przewija się taki wątek braku edukacji wśród społeczeństwa. Hype jest, tu stawiamy kropkę.
Każdy wie, że jest coś takiego jak sztuczna inteligencja, to jest kolejny fakt, fakt, ale spotkałem się z wieloma opiniami, że zwłaszcza na polskim rynku, pośród przedsiębiorców, przedsiębiorcy nie wiedzą, nie rozumieją, jak sztuczna inteligencja miałaby wpłynąć pozytywnie np. na ich biznes i dlaczego jest im w ogóle potrzebna. Zostało wskazane, że problemem tutaj jest brak edukacji w ogóle dla firm, nieważne czy to jest młody przedsiębiorca, stary przedsiębiorca, czy firmy nie rozumieją, jak miałby efektywnie. skorzystać z trendu, a jeżeli nie tylko z trendu, to już fizycznie z samej technologii w swojej własnej firmie, małej czy dużej, żeby to im mogło pomóc. Ty mówiłeś, że sztuczna inteligencja niewątpliwie przyszłość, jak zakładam, też w nią inwestujesz i pewnie pod to też jakieś biznesy swoje masz.
Co sądzisz o tym wątku edukacyjnym i rozwoju i wykorzystaniu sztucznej inteligencji w innych firmach? Sztuczna inteligencja to jest rewolucja. To jest rewolucja, której my może nie widzimy tak na co dzień i nie analizujemy jej tak samo, ale to jest rewolucja, która nastąpiła tak samo jak były wcześniej przełomy w obszarze logistyki, pojawiła się kolej żelazna, tak samo jak pojawiła się elektronika. Dopiero zrozumiemy to z czasem. Tak jak teraz oceniamy te przełomy wcześniej technologiczne i rozumiemy to, ludzie w tamtych czasach pewnie tego nie widzieli. Jeździły konie po ulicy, nagle automobil wyjechał. Jakaś tam wiesz, aberracja, to się nie przyjmie, nie ma szans. Gdzie to? Bez sensu. Pamiętam jak mój dziadek mówił, że jak koń jedzie i nawali, to jedzie dalej, a jak samochód nawali, to stoi i już nie pojedzie dalej.
pojedzie dalej, nie, to po co tu. I ja myślę, że oczywiście możemy robić coś takiego, żeby pozwolić sobie na edukację i edukować ludzi, ale ja myślę, że doświadczenie jest najlepszym edukatorem z wszystkich możliwych. Jakbyś miał na przykład teraz piekarnię. Patrz, żeby zrobić chleb musisz mieć najpierw ziarna, zboże. Więc wyobraźmy sobie czysto hipotetycznie, że masz chłopaka, który orze to pole, wiesz, końmi, taka ręczna orka, ileż pracy, ileż wysiłku. Go to kosztuje, w końcu wyrosło, musi potem zasiać to wszystko ręcznie, wyrośnie mu to zboże, zmieli je, upiecze z tego zdrowy, piękny, cudowny, eko chlebek, będzie je sprzedawał, no przecież ciężka praca, konie, to, ludzie, będzie sprzedawał ten chlebek po 50 zł.
A w tym momencie twój konkurent kupi coś tak jak traktor, on to poleca orze w jeden dzień, a potem zasieje w następny dzień, rosnąć będzie tyle samo, bo są pewne obiektywne rzeczy. które wartości jak czas, pieniądze, one są takie same dla nas wszystkich. Ale dzięki temu on będzie w stanie swój chlebek dużo łatwiej, szybciej w stanie wyprodukować. Po pierwsze, a po drugie będziesz w stanie sprzedawać je przez to, że koszta były duże. Miesz, sprzedaj za 20 zł. Jak myślisz, który z nich przegra? To jest, wiesz, nie musimy edukować ludzi. Oni się sami wyedukują.
Jak twój konkurent w końcu zacznie sprzedawać rozwiązania dużo szybciej, bo dzięki AI będzie miał dużo niższe koszta pracy, dużo niższe koszta dystrybucji, dużo niższe koszta wszelkie i swój produkt będzie sprzedawał 40% taniej niż twój, uwierzcie mi, sami się tego nauczycie. Jak nie będziecie teraz w awangardzie i nie wdrożycie rozwiązań z obszaru AI, wasi konkurenci was nauczą, tylko wtedy to wy jesteście na przegranej pozycji. Więc ja myślę, że nie trzeba edukować rynek. On się sam wyedukuje. Sam się wyedukuje rynek. Słuchaj, kończąc ostatni wątek, biznes i w drodze. Jesteśmy w drodze. O tej drodze mówiłeś, którą bardzo lubisz, a ja cię muszę zapytać, czy pamiętasz swoje pierwsze auto? Pierwsze auto, które. . .
które nie kupiłem, które dostałem od mojego ojca to był Passat B5 To? W diesel? Nie, nie, nie, on nie był w diesel, on był w benzynie On był w benzynie, dostałem go od mojego ojca Jak wziąłem ślub, to jako prezent na podróż poślubną dzień wcześniej odebrałem od niego ten samochód i pojechałem do Norwegii jako podróż poślubną z moją małżonką To był pierwszy samochód, który dostałem Ciekawa sytuacja w ogóle na podróż poślubną Norwegia Tak, pojechaliśmy, nocowaliśmy w namiocie, w tym samochodzie nocowaliśmy z żoną. No wiesz, byłem wtedy bardzo biednym, biednym chłopakiem, biednym człowiekiem i takiego biednego moja żona mnie poślubiła. Dziękuję Ci, że we mnie uwierzyłeś. Dziękujemy, serdecznie pozdrawiamy.
Szanowni Państwo, patrząc na ostatnią, tę świeżą serię Biznesu w Drodze, pewnie Ci, którzy obejrzeli wszystkie odcinki, zauważyli, że przewija się pewien wątek wspólny z pozostałymi gośćmi, trochę nieprzypadkowo. Wdzięczności za drobne rzeczy, które procentują bardzo na przyszłość i czas dla siebie, który też powinniśmy mieć i go pielęgnować. I pozbycie się strachu przed podejmowaniem decyzji o tym, żeby coś zrobić i rozwijać dalej. Tak jak słyszeliście, tak jak Dawid zresztą mówił, nie każdy biznes od razu musi zarabiać setki tysięcy, żebyśmy chcieli. . . móc go zrobić i zrealizować, bo nawet te biznesy, które lekko performują na plusie i ten plusik może być naprawdę plusikiem, mają sens i znaczenie dużo głębsze na przyszłość.
Tak, a ja w ramach wdzięczności za drobne rzeczy dziękuję, że pomimo, że przejechałeś mnie przez 10 żółtych świateł, to nadal mimo wszystko nic nie zabiłeś, więc bardzo dziękuję za to. W miarę bezpiecznie dojechaliśmy do celu. Zgodnie z przepisami. Zgodnie z przepisami. Absolutnie tak. Dziękujemy bardzo za uwagę. Żegnamy się. Cześć. .
Informujemy, że odwiedzając lub korzystając z naszego serwisu, wyrażasz zgodę aby nasz serwis lub serwisy naszych partnerów używały plików cookies do przechowywania informacji w celu dostarczenie lepszych, szybszych i bezpieczniejszych usług oraz w celach marketingowych.